środa, 27 lutego 2013

Larry - zbiorowe.



                  Przywarłem delikatnie do warg Harrego, a po chwili poczułem jego dłonie, oplatające moją talię. Przybliżyłem się do niego i wtuliłem w ciepły tors. Z początku muskaliśmy się tylko ustami, lecz z każdą chwilą pragnęliśmy więcej. Wplątałem palce między loki mojego chłopaka, a on jęknął prosto w moją buzie. Poczułem narastające podniecenie, więc rozchyliłem lekko wargi i po dosłownie sekundzie poczułem język Hazzy na własnym. Poddałem się niesamowitej pieszczocie, jaką dawał mi mój przyjaciel, jednak ostatecznie postanowiłem podjąć się walki.
Nasze języki zacząły walkę o dominację. Wiły i plątały się wokół siebie, a w moich bokserkach robiło się powoli za ciasno. Harry oderwał się ode mnie na chwilę, aby tylko popchnąć mnie na fotel i usiąść na mnie okrakiem. Znowu poczułem jego usta na swoich, a przez moje plecy przeszły paraliżujące dreszcze. Moje dłonie przebiegały swobodnie wzdłuż pleców Loczka, aby po chwili znaleźć się na jego pośladkach. Ścisnąłem je lekko, a chłopak sapnął, nakręcając mnie tym do działania. Przyciągnąłem go jeszcze bliżej siebie, przez co nasze członki się ze sobą styknęły. Oboje gardłowo jęknęlimy i zaczęliśmy ocierać się o siebie, by poczuć jeszcze większe podniecenie.




L: Haz! Zobacz, piszą o nas!
H: Gdzie?!
*Harry podbiega i siada obok Louisa, który czyta coś w sieci.*
L: Tu. *wskazuje palcem i czyta* Larry Stylinson is true or false?
H: Zdecydowanie true. *odpowiada Harry, pochyla się nad Tomlinsonem i czule całuje jego słodkie wargi*




H: Umm...
L: Podoba Ci się?
H: Oh, kurczę, Lou!
L: Mocniej?
H:Tak! Tak! Ooo, uhh...
L: Schlebiasz mi!
H: Jesteś cudowny! A teraz masuj mocniej, bo jeszcze bolą mnie te plecy.




H: Lou, musimy porozmawiać.
*Louis siada obok niego na kanapie*
L: Tak? Co się stało?
H: DLaczego chciałeś polizać tamtą Panią? (teledysk OWOA)
L: Wybacz, Haz. To się więcej nie powtórzy.
H: No ja mam nadzieję, bo inaczej śpisz tutaj.
L: Co?!
H: I zero seksu dzisiaj.
L: Ale Harry!
H: Zamilcz.




H: Wróciłem! *krzyczy Haz, wchodząc do domu z zakupami*
L: AAAA WRESZCIE! *Louis wyskakuje i rzuca się na niego*
H: Ugh... zakupy. *wykrztusił Styles, a Tommo odłożył je szybko na podłogę, po czym przgniótł swojego chłopaka do ściany i zaczął go całować*




Lou: Haaaaaz...
Haz: Tak, Louuuuu?
L: Kocham Cię, wiesz?
*Harry podchodzi do Louisa, mocno go przytula, po czym szepcze mu do ucha*
H: Ja Ciebie też kocham, Loueh.

Larry.

             Weszliśmy do domu i nie zdążyłem nawet przekręcić klucza w zamku, ponieważ zostałem popchnięty na ściane. Louis przylgnął do mnie całym ciałem, a ja patrzyłem na niego szerokimi oczami. On tylko delikatnie się uśmiechnął, po czym musnął ostrożnie moje wargi. Przymknąłem powieki, czując narastającą przyjemność i nie chcąc dłużej przeciągąć, zbliżyłem się do niego i wpiłem w słodkie usta. Owinąłem dłońmi jego talię, a on położył ręce na moich ramionach. Wyglądało to niczym scena z jakiegoś romansidła, lecz i tak za chwilę zmienimy to w gejowskiego pornola.

Louis przygniótł mnie mocniej do ściany, tak że poczułem jego członka na swoim. Jęknąłem prosto w jego usta, czując jego donosne sapnięcie. Mój przyjaciel wykorzystał chwilę, w którech rochyliłem wargi i wtargnął językiem do mojej buzi. Od razu podjąłem się walki o dominacje, chcąc bardziej poczuć jego wilgotnego ozorka.

Po kilku minutach, Tomlinson oderwał się od moich warg i zaczął składać czułe pocałunki na mojej szyji. Odchyliłem lekko głowę, aby miał lepszy dostęp i rozkoszowałem się jego dotykiem. Był taki delikatny i subtelny. Uwielbiałem, kiedy robił to właśnie w taki sposób. Jednak, oboje chcieliśmy więcej, toteż odsunął się ode mnie tylko na chwilę, abyśmy pozbyli się nawzajem swoich koszulek. Zaczął scałowywać ścieżkę wzdłuż mojego torsu do podbrzusza, w którym coraz bardziej wirowało. Uklęknął przede mną powoli, po czym położył dłonie na moich bokach i kreślił na skórze niesprecyzowane kształty. Uśmiechnąłem się pod nosem, uświadamiając sobie, jak bardzo jestem szczęśliwy, mając Louisa przy sobie. Nagle, poczułem jego dłoń na moim przyrodzeniu i autamatycznie spojrzałem w dół. Mój oddech w ciągu kilku sekund, stał się ciężki i płytki.
Tommo ścisnął palcami mojego penisa, a ja cicho jęknąłem. Czasami zastanawiałem się, jak ten chłopak doprowadzał mnie do takiego stanu.
W końcu, zsunął jednym ruchem z moich bioder spodenki wraz z bokserkami, uwalniając od ucisku mojego kolege. Spojrzał na mnie spod swoich gęstych rzęs, a ja odpłynąłem w jego błękitnych tęczówkach. Po kilku sekundach, przerwał nasz kontakt wzrokowy i zabrał się za sprawianie mi przyjemności innym sposobem.
Najpierw, zassał delikatnie główkę mojego penisa, na co cicho sapnąłem. Następnie, wyjął ją z buzi i zaczął kreślić językiem długie linie wzdłuż niego. Mimo, ze miałem pełnym dostęp do powietrza, dziwnie zaczęło mi go brakować i z trudem je łapałem.
Tomlinson, włożył mojego członka do ust i zaczął poruszać głową w przód i w tył. Z każdą chwilą robił to coraz szybciej, a ja z impetem zarzuciłem głową w tył, uderzając nią o ścianę. Jednak nie poczułem żadnego bólu, gdyż przyjemność, którą sprawiał mi mój chłopak, była tak paraliżująca, że nic innego się teraz nie liczyło.
Spojrzałem w dół i zauważyłem, jak mój penis znika całkowicie w buzi przyjaciela. Jęknąłem głośno, nie mogąc powstrzymać emocji, szalejących w mojej głowie. Mój członek zaczął pulsować, a na domiar wszystkiego Lou ponownie zassał jego głowkę, lecz tym razem o wiele mocniej. Moje jęki przerodziły się w krzyki, które zapewne słyszała cała okolica. Jednak, miałem to gdzieś. Liczył się teraz Louis i rozkosz, którą mi dawał.
Wplątałem palce w jego miękkie włosy, nie wiedząc za bardzo co z nimi zrobić, a chopak znów zaczął poruszać głową w przód i w tył. Czułem, jak moje przyrodzenie obija się o ściankę jego gardła, więc naprawdę z trudem utrzymywałem się w pozycji pionowej. Nadałem mu odpowiednie tempo i przymknąłem powieki, nie mogąc poradzić sobie z otaczającą mnie, jakże cudowną, rzeczywistością.
Louis zaczął przyspieszać, więc przyłożyłem mocno dłonie do ściany. Tempo rosło i rosło, a ja nie mogłem zrozumieć, jak chłopak mógł robić to z taką prędkością. Moje jęki stały się nieustanne i co jakiś czas przerywałem je krzykiem. Poczułem, narastające napięcie i wykrztusiłem imię Tomlinsona na znak zbliżającego się konca. On tylko zwiększył tempo, a po chwili wytrysnąłem lepkim płynem wprost do ust mojego ukochanego.

piątek, 25 stycznia 2013

One thought, one desire.


One shot zawiera treści o homoseksualistach oraz występują w nim sceny +18.
Tematyka: Larry Stylinson.
Tytuł: One thought, one desire. (Jedna myśl, jedno pragnienie.)

Zapraszam do czytania i komentowania :)



       Słońce powoli zaczęło wschodzić i drażnić moje zmęczone oczy. Siedziałęm od dwóch godzin w autobusie wypełnionym w połowie moją klasą, a drugą zajęli uczniowie dwa lata starsi. Jechalismy na tygodniową wycieczkę i wcale nie chciałem tam jechać. Nie widziałem sensu w wyjeżdżaniu gdzieś z ludźmi, których nie darzę wielką sympatią, na dodatek bez celu.
Przed chwilą obudziłem się z niespokojnego snu i czułem, że raczej już nie zasnę. Dopadła mnie okropna nuda, a nie miałem towarzysza. Moi przyjaciele, Niall i Liam są z innej klasy, a te nie wybierali się na wycieczkę. Moja mama oczywiście nie widziała innej opci, jak pojechanie i doznanie wspaniałej przygody. Tyle tylko, że nie widzę niczego wspaniałego w codziennym zwiedzaniu muzeów, chodzenia na basen oraz wieczornym karaoke.
Nagle, na moje zdziwienie, ktoś zajął puste miejsce obok mnie. Podniosłem głowę, prostując się i spojrzałem na tą osobę. Był to chłopak ze starszej klasy i kojarzyłem go z widzenia.
-Można? - zapytał, delikatnie się uśmiechając.
-Jasne. - odparłem i ponownie oparłem głowę o szybę. Jednak chłopak nie zamierzał siedzieć przy mnie tak po prostu. Zaczął ze mną rozmowę, co tylko jeszcze bardziej mnie zmieszało.
-Jestem Louis Tomlinson. Możesz mi mówić Lou. - zaczął, a ja ponownie na niego spojrzałem. Dopiero teraz zauważyłem, jakie jego oczy są niebieskie. Wyczuwszy moje skrępowanie, chłopak uśmiechnął się szeroko, pokazując przy tym szereg białych zębów.
-Jestem Harry Styles. Możesz mówić mi jak chcesz. - odparłem, zmuszając się do uśmiechu.
-Co powiesz na Hazza?
-Umm... może być. - moje kąciki ust uniosły się wyżej, poniewać chłopak wydał mi się pozornie bardzo miły i koleżeński. Na dodatek te oczy. Ich barwa przypominała mi tafle najczystszego oceanu.
-Wiesz może co będziemy robić na obozie? - zapytał, a ja cicho się zaśmiałem.
-Ja zapewne będę się nieźle nudził.
-Widzę, że Tobie też nie uśmiecha się ten wyjazd.
-No nie za bardzo. Mama uznała, że to dobry pomysł, aby poznać nowych ludzi, ale jakoś wystarczą mi moi przyjaciele. - powiedziałem i dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że mogło to urazić Louisa. Spojrzałem na niego i zauważyłem zgaszenie na jego twarzy.
-Znaczy to nie tak. Miło mi, że Cię poznałem. Po prostu nie sądziłem, że ktoś zechciałby w ogóle ze mną rozmawiać.
-Ah, chyba że tak.
-Tak właściwie... to dlaczego zechciałeś tu usiąść?
-Może zabrzmi to śmiesznie, ale denerwują mnie moi znajomi. Mają się za nie wiadomo kogo, tylko dlatego, że są najstarsi.
-Oh, dlatego postanowiłeś zagadać do młodszego?
-Zauważyłem, że siedziesz sam, więc myślałem, że byłoby Ci lepiej, gdybyś miał z kim pogadać.
-Racja. W takim razie dziękuję za towarzystwo. - zaśmialiśmy się oboje i do konca drogi gawędziliśmy o najmniej ważnych tematach. Najlepsze było to, że wcale nie czułem między nami różnicy wieku. Jednak jedno mnie zastanawiało. Byliśmy nieco sobą skrępowani, a gdy zaczynaliśmy bardziej intymne tematy oboje się rumieniliśmy. Owszem, byłem gejem, to chyba oczywiste, z tego względu, że ludzie nie chcieli ze mną rozmawiać. Louis różnił się od innych. Był dla mnie bardzo miły i nie obchodziło go to, że byłem innej orinetacji.
Kiedy dojechaliśmy na miejsce, musieliśmy dojść do swoich grup, więc pożegnaliśmy się i obiecaliśmy spotkać się wieczorem. Byłem zbyt mocno podekscytowany poznaniem Lou i dziwiło mnie to. Nigdy wcześniej nie mogłem przestać myśleć o chłopaku, dopiero po godzinnej rozmowie. Tak bardzo pragnąłem znowu popatrzeć w jego piękne, niebieskie oczy.

Wieczorem.

Siedziałem w pokoju i napawałem się chwilą samotności. Moi lokatorzy postanowili udać się na noc do jakichś dziewczyn, więc mogłem odpocząć. Jednak chwilę ciszy zaburzyło pukanie do drzwi.
-Proszę. - krzyknąłem nie za głośno, a do pokoju wkroczył nie kto inny, jak Louis.
-Można? - zapytał, a ja przytaknąłem skinieniem głowy. Podniosłem się i usiadłem na łóżku, gdyż wcześniej wygodnie na nim leżałem. Chłopak usiadł obok mnie, wpatrując się w podwinięte do siebie kolana.
-Nie miałem ochoty z nimi siedzieć. Wybacz, że Cię wykorzystuję. - zaśmiał się, a ja po chwili mu zawtórowałem.
-Jakoś mi to nie przeszkadza. - odparłem i właśnie nastała ta chwila, gdy oboje się zarumieniliśmy. Kiedy mój kolega przekręcił głowę i spojrzał prosto w moje oczy, wydawało mi się, jakby świat zatrzymał się w miejscu. Nagle poczułem ucisk w podbrzuszu i nie umiałem nic z siebie wykrztusić. Jego uśmiech wyrwał mnie z otępienia i natychmiast odwróciłem wzork, aby znowu nie popaść w letarg.
-Widzę Ty masz lepiej, bo zostawili Ci pokój.
-Na szczęście. Ja nie muszę nikogo wykorzystywać. - zaśmiałem się.
-Szkoda. - odparł. Czułem na sobie jego wzrok i moje policzki przybrały jeszcze bardziej czerwony kolor.
-To znaczy? - zapytałem, udając zmieszanego. Jednak chłopak nie odpowiedział. Spojrzałem na niego, lecz on nadal milczał. Po chwili pochylił się nade mną i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Czułem się tak, jakby mój brzuch przekręcił się do góry nogami, a w głowie zaczeło lekko wirować. Nagle oderwał się ode mnie, jak oparzony.
-Przepraszam, nie powinienem. - tłumaczył się nerwowo, ale ja to zignorowałem. Przyciągnąłem go do siebie i wpiłem się namiętnie w jego gładkie wargi. Muskaliśmy swoje usta z niepewnością, która tylko jeszcze bardziej mnie nakręcała. Rozchyliłem lekko wargi, a język Lou wtargnął do mojej buzi, robiąc przy tym jeszcze większe zamieszane w mojej głwie. W jednej sekundzie zrobiło mi się gorąco, ale nie przeszkadzało mi to. Zaczęliśmy walczyć językami o dominację i żaden nie zamierzał szybko się poddać.
Dłonie Louisa wplotły się między moje loki, a ja uniosłem się i usiadłem na nim okrakiem. Po chwili przyciągnął mnie jeszcze bliżej, tak że nasze przyrodzenia zetknęły się ze sobą. Jęknęliśmy w swoje usta, czerwieniąc się niesamowicie. Chłopak wypiął swoje pośladki, tak aby nasz członki doknęły się jeszcze mocniej, a ja odchyliłem głowę do tyłu i sapnąłem. Mój kolega uśmiechnął się szeroko i powtórzył to ponownie, doprowadzając mnie do białej gorączki.
Tomlinson zepchnął mnie ze swojego ciała i położył na łóżku, pochylając się nade mną. Po kilku sekundach wpatrywania się nawzajem w oczy, wróciliśmy do całowania naszych ust. Mogłoby się wydawać, że nasze ruchy było czysto seksualne i namiętne, lecz ja zdecydowanie czułem również czułość. Było mi niezmiernie przyjemnie, a mój penis zdążył do tego czasu stwardnieć. Ręce chłopaka błądziły po moim torsie, który po chwili był już goły. Teraz mogłem czuć jego dotyk dokładniej, co podniecało mnie jeszcze bardziej. Oderwał się od moich ust i zaczął scałowywać ściężkę od mojej szyji do podbrzusza. Mój oddech stawał się coraz cięższy i z trudem łapałem powietrze. Kiedy poczułem dłoń, dotykającą moje krocze przez spodnie, jęknąłem głośno.
-Lubisz to. - wymruczał do mojego ucha Louis, sprawiając, że przeszły mnie dreszcze. Nie miałem siły odpowiadać, czekałem na dalsze działania z jego strony.
Mój nowy przyjaciel już po chwili pozdbył się moich spodni, wpijając się w moje usta. Tym razem nasz pocałunek był delikatny i tak czuły, że poczułem się dosłownie jak w niebie. Nasze ruchy stały się bardziej porywcze, kiedy straszy uczeń znowu dotknął mojego członka. Poczułem stado motylków w brzuchu, ale nie zważałem na to. Pragnąłem poczuć ulgę, do kórej przyczyni się Lou.
Powoli ściągnął ze mnie bokserki i znowu wróciliśmy do namiętnych pocałunków. Abym nie zostawał dłużny, rozebrałem Louisa, a mój kolega z dołu stanął na baczność na widok mięśni chłopaka. Tommo uśmiechnął się słodko, po czym zaczął kreślić językiem mokre linie w zagłębieniach pomiędzymi moimi niewielikimi mięśniami. Zacisnąłem pięści na pościeli, kiedy poczułem jego usta tuż obok mojego członka.
Do tej pory nie umiem opisać tego uczucia, kiedy Lou zassał ustami główkę mojego penisa. To było coś więcej niż podniecenie. Jego język przejechał po całej długości mojego przyrodzenia, a ja zamarłem. Po chcwili poczułem ciepło na moim koledze. Usta Louisa wyczyniały z nim cuda, a ja nie mogłem oprzeć się tej pokusie. Ruszał w głową w górę i w dół coraz szybciej, a ja wiłem się pod nim, tracąc oddech. Nie mogłem poswtrzymać jęków, które były wynikiem rozkoszy, obezwładniającej całe moje ciało.
Nagle, Tomlinson włożył mojego członka całego do buzi, a ja wygiąłem się w łuk. Moje ciało drżało i nie miałem siły już na nic. Jednak to co robił chłopak, sprawiało, że chciałęm krzyczeć jeszcze głośniej.
Sapnąłem donośnie, kiedy znowu zassał główkę penisa i chcąc uprzedzić go przed wybuchem, krzyknąłem jego imię, a on znowu zaczął poruszać głową w niesamowicie szybkim tempem. Już po kilku seknudach doszedłem w jego buzi, a on wyprostował się połknął cały płyn.
Patrzyłem na niego przerażony i nie do końca pewny, czy to co się stało było prawdą, czy tylko snem. Pochylił się nade mną i czule pocałował moje wargi, po czym położył się obok mnie i okrył na kołdrą. Moje ciało nadal drżało, a on wyczuwając do przytulił mnie mocno. Zatupiłem się w jego ramiionach, czując się nagle tak bezpiecznie, jak w uścisku własnej matki.
-Lou... Co to było? - wyjąkałem.
-Nie, Haz. Nie jestem męską dziwką. - odetchnąłem z ulgą, bo gdyby to okazało się prawdą, byłoby mi żal nowego kolegi, a tym bardziej głupio.
Odsunął mnie delikatnie od siebie, aby spojrzeć w moje oczy.
-Już na początku powinienem Ci powiedzieć, że jestem gejem.
-Słucham?
-Tak. Wybacz, że to zrobiłem.
-Mam wybaczyć? Oh, Louis. Sprawiłeś, że krzyczałem z przyjemności. - powiedziałem nieco pewniej.
-Miło mi to słyszeć. - cmoknął mnie w policzek i wtulił w mój tors.
-Jutro się odwdzięcze.
-Oh. - wykrztusił, a ja cicho się zaśmiałem.
-Początek czegoś pięknego.
-Moja mama miała rację. Właśnie doznaję wspaniałej przygody.
-Mam nadzieję, że nie tylko seksualnej. - powiedział, a w moim brzuchu znowu zaczęły szaleć motylki.
-Ja też, Lou. - odparłem i pocałowałem go we włosy.

środa, 9 stycznia 2013

11. Harry.

Od kilku lat mieszkałaś w Londynie i mimo, iż miałaś mało przyjaciół, bardzo lubiłaś to miejsce. Ludzie lubili Cię i nie miałaś wrogów, lecz z niektórymi ciężko było Ci się dogadać. Język angielski nie był Twoją mocną stroną i choć uczyłaś się go codziennie, nadal miałaś trudności z zapamiętywaniem niektórych słówek. Dokładnie 6 lat temu przyjechałaś tutaj z wielkim bólem, zostawiając swoje przyjaciółki w Polsce. Na całe szczęście Twoi rodzice zgodzili się, aby przyjechały one do Ciebie kilka razy na weekendy. Oczywiście, jak to bywa, Wasze kontakty zanikały z miesiąca na miesiąc. Nawet się nie obejrzałaś, a ta ogromna tęsknota z Polską o wiele zmalała. Poznałaś wspaniałą, obecną przyjaciółkę Emme i dobrze dogadywałaś się z Wiktorią, która była tak jak Ty Polką. Lubiłaś nową szkołę i już po kilku tygodniach, czułaś się tu jak w domu.
Miałaś jednak problem z telewizją. Dużo programów była tu w języku angielskim, choć Twoi rodzice wykupili polską kablówkę. Tak jak w większości krajach, w Wielkiej Brytanii obowiązywał show o nazwie X factor. Bardzo polubiłaś ten program, choć byłaś zmuszona oglądać wersję brytyjską. Ponad 2 lata temu, oglądając go, śledziłaś losy pięciu młodych artystów, których wkrótce połączone w zepsół o nazwie One Direction. Bardzo się cieszyłaś, gdy po zakończeniu show, oni kontynuowali swoją karierę. Teraz znałaś już ich większość piosenek i nie było dnia, abyś którejś z nich nie nuciła. Mieszkanie w Lonydnie wydało Ci się jeszcze wspanialsze, gdyż chłopcy mieszkali własnie w tym mieście.
Pewnego dnia, gdy One Direction nie było jeszcze tak znane, wybrałaś się metrem do Emmy. Nagle, ktoś puknął Cię delikatnie w plecy, a Ty odwróciłaś się raptownie i nie wierząc własnym oczom ujrzałaś jednego z chłopaków. Był to Harry ze swoimi pięknymi, zielonymi oczami i uroczymi loczkami.
-Przepraszam, czy wiesz może któa godzina? - zapytał, a Ty gwałtownie wyjęłaś telefon z kieszeni i spojrzałaś na ekran.
-Tak, jest 17:26. - chłopak uśmiechnął się słodko, ukazując przy tym swoje dołeczki w policzkach. Nie mogąc się powstrzymać, Twoje kąciki ust uniosły się ku górze na tak miły widok.
-Dziękuję. - odpowiedział i już miał się odwrócić, kiedy zawrócił. - Ty mnie znasz, prawda?
-Skąd... skąd wiesz? - zapytałaś zdumiona, a Twoje źrenice automatycznie się rozrzeszyły. 
-Patrzysz na mnie, jakbyś ujrzała jakiegoś Boga. - zaśmiał się, a Ty zawtórowałaś mu, rozbawiona jego porównaniem.
-Tak, znam Cię. Oglądam x factor. Jak dla mnie jesteś Bogiem. - zaśmiałaś się nerwowo, nie wierząc, że właśnie to powiedziałaś. Gdy Harry usmiechnął się jeszcze szerzej, zarumieniłaś się lekko i mogłaś dojrzeć u niego podobną reakcję.
-Miło mi. - odparł. - Jak Ty masz na imię?
-Jestem [T.I.]. 
-Miło mi Cię poznać, [T.I.]. - powiedział z uśmiechem i wyciągnął ku Tobie dłoń.

Ta chwila była dla Ciebie najpiękniejszym wspomnieniem. Po dwóch latach pamiętasz każdy szczegół i przynajmnije raz w tygodniu o tym rozmyślasz. Harry bardzo Cię polubił i postanowił potem odprowadzić Cię do Emmy. Twoja przyjaciółka również ich oglądała, więc jej oczy od razu rozbłysnęły, gdy zobaczyła Cię z chłopakiem. Na początku myślała, ze to jakiś żart, lecz po kilku minutach uspokoiła się i porozmawiała z Wami normalnie. Styles podzielił się z Wami swoim numerem telefonu, za który obecnie, miliony fanek poćwiartowałyby Cię za niego. Nikt poza Tobą i Emmą, nie wiedział o tym incydencie. 
Przez kilka miesięcy po Waszym spotkaniu, dużo sms-owałaś z Hazzą i czasem łatwo było zauważyć, że flirtowaliście. Twoja przyjaciółka nie było zazdrosna, lecz wspierała Cię ile tylko miała sił, a sama spotkała się kilka razy, po kryjomu, z Niallem. Byłyście tak szczęśliwe, jak tylko mogłyście być. Chłopcy po skończeniu się programu i nagraniu płyty, ruszyli na trasę koncertową, więc przez długi czas, nie mogliście się spotykać. Jednak Harry o Tobie nie zapomniał, pisaliście, co drugi dzień i chłopak dzwonił do Ciebie przynajmniej raz w tygodniu. Kilka dni przed powrotem do Londynu, chłopak powiedział, że bardzo chciałby się z Tobą spotkać i o czymś porozmawiać. Sama nie byłas pewna, czy się cieszyć, czy być, ale w koncu wybrałaś to pierwsze. Byłaś okropnie podekscytowana, a Emma umówiła się z Tobą, że przyjedzie kilka godzin przed, aby Cię wystylizować.
Byłas już w pełni przygotowana i szłaś u boku koleżanki na przystanek metra. Jednak, bezczelny los nie pozwolił Wam się spotkać. Zamiast wylądować w ramionach Harrego, obudziłaś się w szpitalu.
-Kochanie! - krzyknęła Twoja zrozpaczona mama i mocno Cię przytuliła.
-Co się stało? - wychrypiałaś, uchylając delikatnie powieki. 
-Tak się ciesze, że już się obudziłaś. - powiedziała przez łzy.
-Mamo, powiedz mi co się stało. 
-Zasłabłaś, Skarbie. Emma zadzwoniła po nas, a my przywiźliśmy Cię tutaj. Nie martw się, nie przespałaś dużo czasu.
-Która godzina?
-Jest po drugiej w nocy. - przyjęłaś wiadomość na wpół w śnie, a po chwili pochłonęła Cię ciemność.

Obecnie.

Leżysz teraz w łóżku i przeglądasz twittera. Za chwile, Emma wejdzie na skypa i będzie rozmawiać, co dzieje się w szkole. Niestety, nie chodziłaś już do niej przez kilka tygodni. Było Ci z tym źle. Źle to mało powiedziane, byłaś przerażona tym, co działo się z Tobą. Byłaś chora. Twoje omdlenie w drodzę na randkę z Harrym było tylko początkiem. Kilka miesięcy później, lekarze wykryli u Ciebie białaczkę. Tak naprawdę mało wiedziałaś o tej chorobie, lecz gdy już uświadomiłas sobie, co ona znaczy, byłaś zrozpaczona. Sama nie wiedziałaś, co Cię czeka. Codziennie przyjmowałaś sporo leków, lecz odczuwałaś też coraz większe zmęczenie. Niedawno, Twój lekarz przepisał Ci większe dawki, więc czułaś mniejsze otępienie i miałaś więcej siły. Postanowiłaś zapisać się do specjalisty, który pomoże Ci odzyskać siły. Z dnia na dzień było tylko lepiej i Twoi rodzice, Emma oraz Ty miałaś większe nadzieje. Lekarze podziwiali Cię za twój zapał i dopingowali Cię jak tylko mogli.
Jeśli chodzi o Harrego, nie spotkałaś się z nim już w ogóle. Dzwonił do Ciebie wiele razy, jednak Ty nie odbierałaś. Bałaś się. Nie miałaś pojęcia, co mu odpowiedzieć i czy powinnać mówić mu o chorobie. Wasze kontakty zostały pzrerwane i od pół roku wgpiałaś się tylko w jego zdjęcia z uciskiem w klatce piersiowej. Tak bardzo za nim tęskniłaś i chciałaś go zobaczyć, przytulić, chwycić za rękę. Jednak nie umiałaś się odezwać. Pewnie teraz i tak już o Tobie nie pamięta i ma tuzin innych przyjaciółek, które starają się o jego serce.
Obecnie była godzina 17:10 i odpoczywałaś po spotkaniu ze specjalistą. Odbywałaś z nim różne ćwiczenia na mięśnie oraz takie, które zwiększały wydolność płuc i poprawiały kondycję Twojego serca. Cieszyłaś się każdym dniem nawet, gdy nie był on najlepiej udany. Bałaś się, że jutro może już nie nastąpić. Odbyłaś o tym niedawno poważna rozmowe z mamą.
-Kochanie. - zaczęła. - Wiem, że jest Ci ciężko, ale musisz wierzyć, że Ci się uda. Tak bardzo się cieszę, że chodzisz na te ćwiczenia. Jest widoczna poprawa! 
-Skąd wiesz, że jest poprawa, skoro badania mam dopiero za miesiąc? - zapytałaś ciekawa.
-To widać, Skarbie. Masz więcej siły i częściej się śmiejesz. - odparła uradowana. 
Badania miałaś jutro i byłaś bardzo zestresowana. Miałaś właśnie porozmawiać z Emmą, aby się uspokoić i na chwilę zapomnieć o rzeczywistości. Usłyszałaś właśnie dźwięk, przychodzącego połączenia, więc odebrałaś video rozmowę.
-Cześć! - zagruchała Emma, a Ty na sam widok się uśmiechnęłaś.
-No hejka. - odpowiedziałaś. - Co Ty taka szczęśliwa? 
-Mam dla Ciebie wiadomość!
-No opowiadaj. - zaśmiałaś się na jej entuzjazm. 
-Pod jednym, małym warunkiem.
-Jakim?
-Zgodzisz się na coś.
-Zależy na co. 
-Nie, nie. Masz się zgodzić, zanim Ci powiem.
-Nie! Bo to pewnie coś głupiego!
-Hahaha, uwierz mi, że to nie jest nic głupiego. Zapewniam Cię.
-Na pewno?
-Oczwyiście, ale błagam! Zgódź się! - pomyślałaś chwilę, po czym stwierdziłaś, że i tak nie masz nic do stracenia.
-Dobrze, niech Ci będzie. Zgadzam się.
-Nie wiem, czy słyszałaś, że chłopcy wczoraj wrócili do Londynu.
-No przecież wiesz, że słyszałam. - zachichotałaś.
-No tak... i rozmawiałam z Niallem! Zadzwonił do mnie! - Emma zaczęła skakać i piszczeć po pokoju, jak opętana, a Ty roześmiałaś się dość głośno. Uwielbiłaś patrzeć, jak Twoja przyjaciółka była taka radosna. Automatycznie Ty też czułaś się podobnie.
-I co? Halo! Opowiadaj mi o czym rozmawialiści! 
-Chce się ze mną spotkać! Jutro!
-Super! - krzyknęłaś. - Ale na co ja mam się zgadzać? Jeśli mam Ci wydać pozwolenie to zdecydowanie jestem na tak.
-Nie, nie. Nie chodzi o to.
-To o co?
-Chodzi o Harrego.
-Mhm. - skrzywiłaś się na samo jego imię. Było Ci smutno, że traciliście kontakty. 
-Coś nie tak?
-Nie, mów dalej.
-Ej, co jest?
-Sama wiesz.
-Ah tak. No ale nie masz się co załamywać. - spojrzałaś na nią pytająco.
-Harry chce się jutro z Tobą spotkać. - powiedziała na jednym wydechu. Twoje oczy zrobiły się wielkie, a serce albo tak przyspieszyło albo po prostu stanęło. Nie byłaś do końca pewna. 
-Słucham?! - krzyknęłaś trochę za głośno, po czym zatkałaś sobie dłonią usta.
-Jutro, o 17:30. Ja idę z Niallem, a Ty z Harrym
-Takie spotkanie?
-Nie, Kochanie. Ty idziesz z nim gdzieś indziej, a ja z Blondasem w drugą stronę. 
-Nie ma mowy!
-[T.I.]! - wrzasnęła. - Już się zgodziłaś!
-Nie i koniec!
-Dlaczego? Przecież chcesz się z nim spotkać.
-Co z tego, że chce?
-Oh, przestań.
-Chodzi o to Emma... że on o niczym nie wie. Nie ma pojęcia, dlaczego tamtym razem nie doszło do spotkania.
-Tak wiem. Nie musisz mu przecież o tym od razu mówić.
-Na pewno uwierzy, że muszę iść spać o 20:00 tak po prostu. 
-Chodzisz spać o 21:30! Nie przesadzaj. 
-Emma, mam 17 lat. Ludzie w moim wieku zarywają noce.
-Ty jesteś mądrzejsza i się wysypiasz.
-Nie, jestem chora. 
-Łoł...
-Co?
-Przyznałaś to. Powiedziałaś, że jesteś chora.
-No taak...
-Pierwszy raz. - dopiero teraz zdałaś sobie sprawę, że udało Ci się to przełknął. Zawsze tego unikałaś i bałas się o tym mówić. Uśmiechnęłas się delikatnie i przyznałaś rację przyjaciółce.
-Dobrze, spotkam się z nim. - i nagle usłyszałaś przeraźliwy pisk dziewczyny i od razu zaczęłaś się śmiać.


Wstałaś o 8:30, zjadłaś śniadanie i wzięłaś wszystkie leki. Poszłaś ubrać odpowiednie ubrania, włożyłaś do torebki telefon, portfel i klucze, po czym udałaś się do przedpokoju. Miałaś zaraz jechać na badania. Rodzice byli w pracy, więc zamówili dla ciebie taksówkę na 10:00. Wyszłaś, zamykając drzwi wejściowe i zamknęłaś drzwi na klucz. Wsiadłaś do taksówki, a kierowca ruszył, gdy zapięłaś pas.

Po pół godzinie znalazłaś się w przychodni. Siedziałaś na krzesełku, czekając na swoją kolej, a twoje kolana nerwowo się trzęsły. Kiedy usłyszałaś swoje nazwisko, wstałas jak oparzona i udałas się do gabinetu doktora.
-Dzień dobry. - powiedziałaś nieśmiało, zmierzając do biurka mężczyzny.
-Witaj, [T.I.]. Miło mi Cię znowu widzieć. - odpowiedział miło. - Jak się miewasz?
-Nieźle. Biorę wszystkie leki i chodzę na ćwiczenia.
-Bardzo się cieszę. Jesteś sama?
-Tak.
-Jak się tu dostałaś?
-Taksówką. Rodzice mi zamówili i taksówkarz czeka na mnie przy wyjściu.
-Dobrze, dobrze. 
Doktor Tadetson był bardzo miłym mężczyzną. Lubiłaś go, choć nie rozmawialiście dużo. Zazwyczaj to Twoja mama spędzała z nim godzinę na pogawędkach, lecz tym razem byłaś sama. Może dlatego, bałaś się bardziej, niż kiedykolwiek.
-Usiądź i chwile poczekaj. - powiedział, gdy skończyliście badania.
-Tak szybko będa wyniki?
-Tak, mamy nowy sprzęt. - wystraszyłaś się jeszcze bardziej i wysłaś sms-a do Emmy, że wyniki otrzymasz za kilka minut.
od Emma "Tak szybko? To dobrze, czy źle?"
do Emma "Sama nie wiem. Boję się."
od Emma "Będzie dobrze, mówie Ci. Napisz mi, co i jak, ok? I nie denerwuj się tak."
Podniosłaś głowę, a lekarz właśnie zmierzał w Twoją stronę z kartkami, zaczytany.
-Tak więc... [T.I.]. Tutaj widać poprawę... i to znaczną, ale tu jest gorzej. - powiedział cicho, a Ty znieruchomiałaś na ostatnie słowo.
-To znaczy? - zapytałaś piskliwie. 
-Spójrz. - usiadł obok Ciebie, abyś widziała wyniki.
-Twoje serce odzyskuje formę. Jest coraz lepiej.
-Mhm. 
-Jednak tu. - wskazał drugą kartkę. - Wyniki są gorsze od ostatnich. Może nie o wiele, ale gorsze. 
-A... co to jest? - zapytałaś kompletnie zmieszana.
-To Twoja wątroba. Musimy ją badać, aby zobaczyć, jak bardzo działa na silne leki. Jak widać, Twoja jest wrażliwa na niektóre. Tak więc musimy Ci je zmienić. - wydusiłaś z siebie jęk zmartwienia.
-O nic się nie martw. Będzie dobrze. Ważne, że twoje serce ma lepszą kondycję. To liczy się najbardziej.
-Jakie leki? - zapytałaś nadal przerażona. Bałaś się, że doktor zmniejszy Ci dawkę i wrócą dni, w których chodziłaś śnięta i spałać prawie cały czas.
-Po prostu inne. Ta sama dawka, ale inna firma i trochę inne składniki, bardziej naturalne. - odetchnęłaś z ulgą i gdy otrzymałaś receptę, pożegnałaś się wyszłaś.

17:30.
Zobaczyłaś chłopaka z burzą loków, zmierzającą ku Tobie w szybkim tempie. Twoje serce biło, jak oszalałe, a ty nadal rozważałaś decyzję o powiedzeniu mu o chorobie. Gdy Harry znalazł się tuż obok Ciebie, zatrzymał się i utkwił wzrok w Twoich oczach. Patrzyłaś na niego i zobaczyłaś, jak jego tęczówki się błyszczą. Uśmiechnąłaś się, a chłopak schylił się i pocałował Cię dlikatnie w policzek.
-Cześć. - wymamrotałaś, a on przytulił Cię mocno. Wtuliłaś się w niego i poczułaś, ogarniające Cię ciepło.
-Witaj, [T.I.]. - zachichotałaś, a Loczek po krótkiej chwili oderwał się od Ciebie. 

Około 18:10, znaleźliście się w sporym parku i chodziliście po alejkach, trzymając się za ręce. Rozmawialiście o karierze Harrego i o tym, jak bardzo jesteś z niego dumna.
-Dlaczego nie odbierałaś? - zapytał ni stąd ni zowąd, a Ty się przestraszyłaś. Owszem, czekałaś na to pytanie, lecz to nie oznaczało, że byłaś gotowa na odpowiedź. Westchnęłaś cicho, po czym odpowiedziałaś.
-Usiądziemy tu? - wskazałaś ławkę, po czym na niej usiadliście. 
-Harry... - zaczęłaś, a w Twoim gardle pojawiła się nagle wielka gula, utruniająca Ci mowę. - Wtedy... nie spotkaliśmy się, bo ja...
-Nie miałaś ochoty? Miałaś coś innego na głowie? Byłaś zajęta?
-Ja zemdlałam w drodzę.
-Co takiego?
-Zemdlałam.
-Dlaczego? 
-Ja... - powiedzenie o tym Emmie, było zdecydowanie o wiele łatwiejsze. Do Twoich oczu napłynęły łzy. - ja jestem chora. - wyszeptałaś, a po policzku spłynęła Ci pierwsza łza. Harry patrzył na Ciebie przerażony, a po chwili przytulił Cię do siebie, najczulej jak potrafił. - Mam białaczkę. - powiedziałaś, oddychając głęboko, aby uzyskać spokój. 
-O boże. - wyszeptał, a dłoń gładząca Twoje plecy, zatrzymała się. Wygramoliłaś się z jego uścisku i wstałaś. Chciałaś odejść, lecz chłopak zatrzymał Cię, łapiąc Cię za dłoń. 
-Gdzie Ty idziesz? - przyciagnął Cię do siebie i posadził na swoich kolanach. - Opowiedz mi coś więcej. - poprosił błagalnym głosem. Miałaś wątpliwości, lecz po dłuższej chwili zaczęłaś mówić mu o rozwoju choroby kilka miesięcy temu. O tym, jak ciężki był Twój stan jeszcze nidawno, ale zaczęłaś ćwiczyć. Wspomniałaś mu rónież o dzisiejszych badaniach i wytłumaczyłaś mu to tak samo, jak Tobie Lekarz.
-Czyli są postępy? - zapytał z nadzieją.
-Tak.
-To cudownie! - powiedział uradowany.
-Ale to nie znaczy, że mój stan nie może się pogorszyć. - chłopak przytulił Cię do swojego torsu.
-Wiem, ale będę naprawdę szczęśliwy, jeśli to nie nastąpi. - wyprostowałaś się i spojrzałaś na chodnik, po czym skierowałaś wzrok na jego oczy, a on kontynuował. - Chciałbym Cię wspierać, [T.I.] i nie myśl, że odpuszczę. Nie jestem z tych, którzy uciekają.
-Harry, jesteć gwiazdą! Niedługo wyjeżdżasz. Ciesz się życiem i nie przejmuj się mną.
-Jak mam się Tobą nie przejmować? Każdego dnia, podczas trasy myślałem upracie tylko o Tobie. Miałem gdzieś te wszystkie piękne, tańczące dziewczyny. W mojej głowie byłaś tylko Ty. Było mi źle, gdy nie odbierałaś i nie odpisywałaś na moje wiadomości. Nie mam do Ciebie o to żalu, ale błagam, pozwól mi być teraz obok Ciebie. Pozwól mi chociaż się z Tobą przyjaźnić, bo ja naprawdę pragnę być przy Tobie, jak najdłużej i najczęściej. To że jesteś chora... nie czyni Cię gorszą. Dla mnie zawsze byłaś i będziesz wspaniała. - patrzyłaś na niego, jak zaczarowana, a gdy skończył, pochwyliłaś się i złączyłaś Wasze usta w czułym, słodkim pocałunku.
-W takim razie, pozwól mi, abyś był obok mnie, ale nie jako przyjaciel. - wyszeptałaś do jego ucha, a on przytulił Cię do siebie. Odszukaliście szybko swoje usta i obdarowawaliście się cudownie gorącymi pocałnukami.








środa, 26 grudnia 2012

10. Larry.

Usiadłem w cieniu dużych, zielonych krzaków i skuliłem się, jak zawsze, podczas długiej przerwy. Robiłem tak codziennie, aby nikt spoza moich przyjaciół mnie nie widział. Nie lubiłem rzucać się w oczy. Zawsze uciekałem do miejsc, które są odludnione, gdzie nikogo nie ma, gdzie mogę być sam. Wybrałem życie w samotności i bólu. Na nic innego nie byłem skazany. Odkąd pamiętam byłem poniżany i przezywany. Nie tylko w szkole, lecz nawet w rodzinie. Nie wiem, co takiego robiłem, że ludzie wyśmiewali się ze mnie nawet na ulicy, ale tak już było. Mój przyjaciel, Niall, zawsze powtarzał mi, że to się dzieje tylko w mojej głowie, bo nikt nie robi mi tak chamskich rzeczy, o których mu opowiadam. Czasami czuję się, jakbym był chory i nawet udaję mi się na kilka minut uwierzyć Blondynowi. Jednak, po chwili wracam do swojego świata i żyję z przykrą świadomością, iż jestem tutaj niechciany. Ja, Harry Styles.

-Cześć. - powiedział Irlandczyk, siadając obok mnie. Na jego widok od razu się uśmiechnałem. Mimo mojej odmienności, zawsze do mnie przychodził i chciał spędzać ze mną czas. To jemu mogłem ufać bezgranicznie.
-Czeeść. Co tam u Ciebie?
-Nieźle, już niedługo koniec tych lekcji. Lepiej opowiadaj co u Ciebie.
-To samo. Matt znowu na mnie patrzył tak dziwnie na matmie.
-To znaczy jak?
-Jakbym był nienormalny.
-W jakim sensie?
-Dziwny, niechciany, nielubiany, głupi.
-Haz, przestań. Przecież tak nie jest. Nawet nie pozwalasz poznać się innym ludziom.
-Bo oni mają mnie za innego!
-Spokojnie, Harry.
-Niall...
-Tak?
-Przepraszam. Nie wiem, dlaczego taki jestem.
-Wiem, że to głupio zabrzmi... ale myślałeś kiedyś, aby pójść do psychologa? - jak oparzony, spojrzałem na niego, niedowierzając w jego słowa.
-Słucham?!
-Nie myśl o tym źle.
-Ty też masz mnie za takiego!
-Nie, Haz! Uspokój się! - wziąłem pare głębokich wdechów, aby chociaż postarać się opanować emocje. Nie mogłem w to uwierzyć.
-Dlaczego?
-Harry, dzieje sie z Tobą coś niedobrego. Nie uważam Cię za głupiego, bo jesteś naprawdę cudownym, dobrym i kochanym przyjacielem. Chcę Ci pomóc. - był moim bliskim, dlatego mu uwierzyłem. Nie chciałem już taki być. Chciałe poczuć się szczęśliwy.
-Pomóż mi. - usłyszałem moje ciche, ledwo słyszalne słowa. Były one wypowiedziane pod wpływem impulsu i narastającego we mnie smutku. Było mi źle, że nie potrafiłem czuć się normalnie. Chciało mi się płakać.
Horan przytulił mnie mocno do siebie, a ja zatopiłem się w jego ramionach.
-Oczywiście Harry. Po to jestem. - szeptał, aby mnie pocieszyć.

3 dni później.
-Harry, dasz radę, prawda?
-Oczywiście.
-Nie uciekniesz stamtąd. Dasz sobie pomóc.
-Tak, Niall.
-Wyrzuć z głowy myśl, że On ma Cię za głupiego, ok?
-Już to mówiłeś!
-Oh, przepraszam. Po prostu się denerwuję.
-Dam sobie radę. - zaśmiałeś się cicho i puściłem mu oczko. Chłopak usiadł w poczekalni, pokiwałem mu na pożegnanie, po czym ruszyłem do drzwi z napisem:
PSYCHOLOG Louis Tomlinson

sobota, 22 grudnia 2012

9. Ziall.

Niall obudził się dość wczesnym rankiem. Gdy tylko uniósł powieki, sięgnął po telefon, aby sprawdzić godzinę. Była dopiero szósta. Odwrócił się na drugi bok, lecz nie mógł zasnąć. Jego umysł zaczęły dręczyć uporczywe myśli o tym, co wczoraj zrobił. Od lat przyjaźnił się z Zaynem, byli najlepszymi przyjaciółmi, a on wszystko zepsuł.
-Mogłem zachować to dla siebie. - pomyślał chłopak. Był rozczarowany i zły, lecz nie tylko na siebie. Myślał, że jako przyjaciel, Zayn zrozumie to, że Niall nie był taki jak inni. Blondyn od trzech lat żyje ze świadomością, że woli chłopców, tak jest gejem. Nikomu o tym nie mówił, nawet rodzinie. Wczoraj jednak, postanowił przyznać się Malikowi, który najpierw nie chciał uwierzyć. Zaczął się śmiać, lecz gdy zobaczył minę przyjaciela, od razu przestał. Potem już nic nie powiedzieć. Niall, nie chcąc pokazać, jak bardzo go to zabolało po prostu odszedł, nie reagując na wołanie chłopaka. Był przekonany, że jego krzyki, aby zawrócił, były tylko w jego głowie, więc zignorował to i zamknął się na resztę wieczoru w pokoju.

Godzinę później.   
    Nie mogąc wytrzymać dłużej, leżąc bezczynnie w łóżku, Horan wstał, wziął prysznic i założył świeże ubrania. Zszedł cicho na dół, aby nie obudzić rodziców i zrobił sobie herbatę. Nie był głodny. Chciał tylko rozgrzać się gorącym płynem i pochłonąć się w lekturze, aby na chwilę zapomnieć o otaczającym go świecie.

Gdy wrócił na górę, spojrzał na ekran komórki i zobaczył 3 nieodebranie telefony od Zayna. Już od siódmej wydzwania? Co jest? Może chce się znowu pośmiać? Od samych myśłi, w jego gardle pojawiła się gula, której nie mógł się pozbyć. Nagle, usłyszał wibracje. Na wyświetlaczu, przeczytał imię Zayna, lecz bał się odebrać. Po dłuższym przemyśleniu, nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył telefon do ucha.
-Halo? - usłyszał po drugiej stronie.
-Cześć.
-Niall! W końcu! Dlaczego wczoraj nie odbierałeś?
-Jakoś nie miałem czasu.
-Niall...
-Słucham?
-Przepraszam.
-Spoko.
-Niall, proszę. Ja nie chciałem, żeby tak wyszło. Myślałem, że żartujesz i w ogóle. Nigdy mi tego nie mówiłeś, zrozum.
-...
-Wiem, przeprosiny przez telefon są do dupy.
-...
-Spotkajmy się.
-Nie mam czasu.
-Niall, proszę...
-Jest przed ósmą, Zayn. Co robisz tak wcześnie?
-Dzwonię do Ciebie! - mimowolnie się uśmiechnął, lecz po chwili oprzytomniał.
-No tak.
-Przyjdziesz do mnie?
-Nie.
-Nialler!
-Co?
-No błagam Cię!
-Jak przyjdę, to dasz mi spokój?
-Nie.
-To nie. - rozłączył się i rzucił telefon na łóżko. Nie zrobił tego ze złości, tylko po prostu nie chciało mu się ruszyć z fotela.Po chwili, usłyszał ponownie wibracje, lecz tym razem to zignorował.
Po 15 minutach, telefon co chwile wibrował, więc Niall w końcu wstał i odebrał.
-Czego?!
-Spokojnie.
-Jak mam być spokojny, skoro nie dajesz mi spokoju?!
-To przyjdź do mnie.
-Uhhh... zaraz będę. - rzucił ze złością i wsunął telefon do kieszeni.
Po pięciu minutach szedł już do przyjaciela, ubrany w ciepłą kurtkę. Dochodziła dopiero dziewiąta, więc jak na zimową porę, było naprawdę zimno.
Zapukał cicho do drzwi, mając nadzieję, że Mulat tego nie usłyszy i będzie mógł wrócić do domu. Jak na złość, już po kilku sekundach, chłopak otworzył drzwi i zaprosił Blondyna do domu.
-Naprawdę przepraszam Niall. Nie chciałem, aby tak to wyglądało. - wydusił Zayn, gdy już usiedli na kanapie w dużym pokoju.
Zayn mieszkał sam od ponad roku. Jego rodzice zostali w rodzinnym domu, a on przeprowadził się do Londynu. Poznali się w szkole i od pierwszych dni już się polubili. Uwielbiali spędzać ze sobą czas i gdy musieli wybrać między jakąś imprezą, a sobą, zawsze wybierali siebie. Ich znajomi czasem nazywali ich, małżeństwem, bo wszystko co robili, robili razem. Oczywiście, chłopcy śmiali się z tego i nie przejmowali się, gdy ktoś śmiał się z nich i mówił, że to geje. Teraz, jednak wszystko się zmieniło. Nikt z grona znajomych Niall, nie miał pojęcia o orientacji chłopaka, a tym bardziej o tym, że Malik tak bardzo mu się podoba. Ale to i tak nie miało znaczenia. Horan pogodził się z tym już dawno i nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby na nowo zakochać się w przyjacielu.
-Ohh... dobrze, rozumiem.
-Wiem, że to źle wyglądało. - Mulat podparł łokcie o kolana, a głowę położył na dłoniach. Było mu źle, że zranił kolegę.
-Tak... ale ja już rozumiem. Przepraszam, ze tak zareagowałem, ale no sam wiesz...
-Nie masz za co mnie przepraszać. To ja jestem ostatnim debilem.
-Oh, nie mów tak. Przecież nie spodziewałeś się tego.
-Zdecydowanie. - Niall poczuł nagle ulgę. Łatwo wybaczył przyjacielowi, ponieważ sam nie lubił się kłócić i długo gniewać. Przede wszystkim, jeśli był to Zayn. -Czyli wszystko już ok? - podniósł głowę i spojrzał z nadzieją na Horana.
-Tak, tak.
-Uff...
-Heh.
-Może... może coś porobimy?
-O dziewiątej? Zjadłbym śniadanie. - zaśmiali się oboje, po czym udali się do kuchni, aby zrobić jakiś posiłek.
-Co byś powiedział, gdybym zaproponował Ci wspólne mieszkanie? - zapytał Zayn, podczas jedzenia kanapek. Niall aż zakrztusił się, gdy usłyszał wypowiedziane słowa. Mulat automatycznie wstał i pomgół Blondynowi dojść do siebie. - Wszystko w porządku?
-Mhm. - burknął, po czym odłożył resztę jedzenia na talerz. - Mówisz poważnie?
-Całkiem.
-Ale... dlaczego?
-Co dlaczego?
-Dlaczego chcesz, abym z Tobą mieszkał?
-Bo Cię lubię. - Irlandczyk zauważył po chwili, jak jego towarzysz lekko się zarumienił.
-Emm... Zayn?
-Tak?
-A tak poważnie?
-Poważnie Cię lubię. - zaśmiał się cicho, po czym kontynuował. -Bardzo lubię spędzać z Tobą czas. Gdy jesteś, uśmiech nie schodzi mi z twarzy, a gdybyś mógł jeszcze ze mną mieszkać... byłoby cudownie. - jego policzki były teraz bardzo czerwone.
Na słowa chłopaka, Niall spoważniał. Jego serce zabiła o wiele za szybko, przez nagle opanował go smutek. Tyle czasu poświęcił, aby wyleczyć się z miłości do Malika, teraz wszystko wróciło, przepadło. Jednak nie mógł tego po sobie poznać.
-Dlaczego się rumienisz?
-Nie wiem. - odparł, odwracając wzrok.
-Zayn?
-No co?
-Dlaczego?
-Niall... ja...
-Ty?
-Ja też coś przed Tobą ukrywam. - spuścił głowę i patrzył tępo w już pusty talerz.
-Co takiego? - Niall był zaniepokojony zachowaniem przyjaciela. Mógłby przysiądz, że nie widział jeszcze takiego Zayna.
-Nie jestem w pełni taki, za jakiego mnie masz.
-W jakim sensie?
-Ja... ja już od dawna. Bardzo dawna jestem biseksualistą.
-Dlaczego nigdy mi o tym nie powiedziałeś?
-Myślałem, że to odtrąca ludzi i w ogóle. Poza tym... Ty też mi nie powiedziałeś.
-Tak... ale... nie spodziewałem się.
-I nawzajem. - zaśmiali się cicho.
-No ale to chyba nie tłumaczy, tego, że się rumieniłeś.
-Tak... bo Niall... pamiętasz jak się poznaliśmy? Mijaliśmy się na przerwach, ale tak naprawdę, gdy zaczęliśmy się przyjaźnić.
-Pamiętam. Impreza.
-Podszedłem do Ciebie.
-Tak. Nie wiedziałeś która godzina.
-Nie do końca.
-To znaczy?
-Chciałem Cię poznać... i jakoś tak wyszło, że postanowiłem zapytać o godzinę. Wiem, słabe.
-Aa... dlaczego zapragnąłeś poznać właśnie mnie?
-Bo... bo mi się spodobałeś. - ukratkiem, Zayn spojrzał na chłopaka, a on szeroko się uśmiechał. - Co Cię tak bawi?
-Nie mogłeś mówić wcześniej, Bałwanie?
- Nie rozumiem. - Mulat wyprostował się i spojrzał zaskoczony na przyjaciela.
-Od początku naszej znajomości... ahh.. - Niall wstał i podszedł do Zayna. Przyciągnął go do siebie, tak aby wstał. Popatrzył na niego i podarował mu najpiękniejszy usmiech jaki potrafił, po czym zbliżył się bardziej do jego twarzy. Po kilku sekundach, całkowicie zlikwidował odlgłość między nimi i pocałował ostrożnie jego wargi. Malik, nieświadomy, nie wiedział co robić, lecz już po chwili oprzytomniał i zaczął odwzajemniać pocałunek... można już powiedzieć... swojego chłopaka.

wtorek, 18 grudnia 2012

2. Gify :)

Louis: Harry, przestańmy już udawać!
Harry: Tylko nie płacz, tylko nie płacz.http://larryboobear.tumblr.com/post/38153914883

Niall: Zayn, [T.I.], już poszła.
Zayn:  http://jedenkierunek1d.tumblr.com/post/38229072672

Liam: Harry, przykro nam, ale nie możesz ujawnić, że kochasz Louisa.
Harry: http://jedenkierunek1d.tumblr.com/post/38229415740

Paul: Chłopcy, zrozumcie. Nie możecie pokazać, że jesteście razem.
Louis: Ale to jest zbyt trudne!
Harry: Jest mi ciężko. http://jedenkierunek1d.tumblr.com/post/38229813041
Modest: Gówno mnie to obchodzi! Żadnych pedałów a One Direction!
Louis: http://jedenkierunek1d.tumblr.com/post/38229556486
Harry: http://jedenkierunek1d.tumblr.com/post/38229916532 http://jedenkierunek1d.tumblr.com/post/38229765336